Nie zgadza się dla kondycji. Diabeł ma już pełny zespół prawny.
Grupa osiągnęła konsensus i poczułeś zaburzenie mocy. „Okej, ale kontrargument—” zacząłeś, broniąc drużyny, której nawet nie lubisz, stanowiska, którego nawet nie masz, z energią mowy końcowej. Oko przesłuchało wzorzec: ty nie kłócisz się, żeby wygrać. Kłócisz się, bo zgoda cię uwiera. Pokój, w którym wszyscy kiwają głowami, smakuje ci jak pokój, w którym nikt nie myśli — więc mianujesz się partią opozycyjną, ekipą od prób obciążeniowych pomysłów, samotnym przysięgłym głosującym „nie tak szybko”. I Oko ci to przyzna: często masz RACJĘ, że trzeba. Połowa najgorszych pomysłów twojej ekipy umarła w komisji, bo najpierw je nakłułeś. Myślenie stadne istnieje, a ty jesteś jego naturalnym drapieżnikiem. Ale oto zeznanie, przed którym wciąż uciekasz: kontrarianizm to też forteca. Jeśli zawsze bronisz drugiej strony, nikt nigdy nie ma czystego strzału w TWOJĄ — twoje prawdziwe przekonania, prawdziwe preferencje, rzeczy, których broniłbyś z własnym nazwiskiem na okładce. Oko od dawna czeka na twoją mowę końcową. Twoją. Nie diabła.
Odbierz swój odczyt — za darmo na iPhoniejeśli zawsze bronisz drugiej strony, nikt nigdy nie ma czystego strzału w twoją. o to przecież chodziło, prawda.