Robisz wszystko, wszędzie — a i tak nie twoje nazwisko skandują.
Wybijasz piłkę we własnym polu karnym, a po chwili jakimś cudem rozpędzasz atak na drugim końcu — i nikt nie umie wyjaśnić, kiedy tam dotarłeś. Oko wie dokładnie kiedy: zawsze. Ty zawsze tam jesteś. W życiu wygląda to tak: robisz projekt grupowy I jego formatowanie, organizujesz wyjazd I sprzątasz po nim, odpisujesz na służbową wiadomość o 21, bo „szybciej będzie, jak sam to zrobię”. Twoja niezawodność jest tak stała, że stała się niewidzialna — ludzie przestali widzieć wysiłek, bo wysiłek ani razu nie ustał. Jedziesz na byciu potrzebnym — i Oko mówi to łagodnie, bo to silnik i rana jednocześnie. Tak naprawdę nie wiesz, kim jesteś, kiedy nie jesteś użyteczny. Nikt nie skanduje nazwiska osoby, która pokryła każdy metr murawy. Ale wyjmij się z dowolnej drużyny — pracy, znajomych, rodziny — i patrz, jak całość po cichu przestaje działać. Zauważyliby cię w jakieś cztery minuty.
Odbierz swój odczyt — za darmo na iPhoniebiegasz za wszystkich, bo w chwili, gdy się zatrzymasz, musiałbyś zapytać, czy ktoś pobiegłby za ciebie.